Odnalezienie Boga jako kres „duchowego bypassingu” i poszukiwań
- 26 lut
- 4 minut(y) czytania

Wiele mówi się w psychologii ostatnimi czasy o zagrożeniu „duchowym bypassingiem” czyli omijaniem uczuć, omijaniem sfery ciała, omijaniem intelektu, omijaniem pewnych zjawisk poprzez duchową praktykę czy duchowe zainteresowania.
Ostatecznie często nadmierne mówienie o tym zjawisku zniechęca duchowych poszukiwaczy do zaufania w realność swoich tęsknot i pragnień duchowych.
„Pewnie od czegoś uciekasz skoro tak bardzo nurtuje Cię duchowość… Jak to się ma do Twojego dzieciństwa?”
„Duchowość? – poczytaj badania na temat tego jakie obszary w mózgu za to opowiadają”.
„Czyta dużo Biblię/Bhagavad Gitę? Pewnie nie ma chłopa/babki.”
„Nurtuje Cię temat szatana, piekła? Lękasz się czy po śmierci będziesz zbawiony? To nienormalne. Idź do psychiatry!” – wielu poszukiwaczy usłyszy podobne słowa od domorosłych psychoanalityków.
Jeżeli ja miałbym dodać swoje trzy grosze do tej kwestii – potrzebę ucieczki od czegoś albo dokądś przejawia ten, kto nie jest w Domu. To naturalne. Jeżeli stan w jakim jesteś w życiu, jeżeli Twoja codzienność, jeżeli Twoje relacje czy Twoja duchowość nie przynoszą Ci pełnej satysfakcji to szukasz czegoś co tą satysfakcję zapewni.
Ja odnalazłem tą satysfakcję w Bogu. Będąc z Bogiem obecnym w mojej duszy – jestem w Domu zawsze. Dzięki temu zdecydowanie słabnie potrzeba aby od czegokolwiek albo dokądkolwiek uciekać. Bóg towarzyszy mi w przeżywaniu moich uczuć, w opiekowaniu się moim ciałem, Bóg towarzyszy mi w moich relacjach. Jak pojawia się trudność, cierpienie, ból – Bóg jest przy mnie i pomaga mi to przeżyć na sposób pozytywny. Gdybym czuł się samotny - musiałbym uciekać i często ogarniałaby mnie trwoga. Ale mając przy sobie nieustannie takiego przyjaciela - lęk opada - można mierzyć się ze wszystkim co przychodzi.
Czuję natomiast potrzebę odcinać przestrzenie w życiu, które przeszkadzają w mojej relacji z Bogiem. Są w życiu różnego rodzaju pokusy czy zjawiska które określiłbym jako puste, które nie mają wiele wspólnego z Bogiem którego doświadczam. Odcinanie takich zjawisk jest nie tyle ucieczką co wiernością najważniejszej prawdzie którą odkryłem.
Św. Augustyn mówi do Boga: niespokojna dusza moja dopóki nie spocznie w Tobie…
I tak jest z każdym człowiekiem. Dopóki nie pozna Boga na sposób adekwatny do własnych duchowych tęsknot – będzie cierpiał, szukał i uciekał. Nie mówię tutaj o poznaniu „słowa Bóg” czy też „teorii na temat Boga”, tylko o doświadczeniu najwyższej rzeczywistości do której dana jednostka jest powołana. Doświadczeniu spotkania ze świetlistą istotą, która jest w Tobie i którą Ty przejawiasz swoim życiem.
Myślę, że pewnym zaniedbaniem ze strony psychologii jest negowanie i nie dostrzeganie realności sfery ducha, która dla niektórych osób (takich jak np. zakonnicy, mnisi, duchowni, nauczyciele duchowi, jogini) – stanowi całe życie. Niektórzy ludzie są gotowi wyrzec się przyjemności i szczęścia w wymiarze cielesnym i zmysłowym bo nieskończenie bardziej pociąga ich radość ducha i życie w podporządkowaniu duchowym prawom i zasadom.
Dawniej osoby które obcowały z aniołami czy doświadczały łask ze strony jakichś świetlistych istot duchowych były postrzegane jako mistycy, czy szamani – ludzie mający dar jakiego nie mają inni – dla pożytku całej społeczności. Takie osoby często były szanowane i doceniane, respektowane. Oczywiście, były też traktowane np. przez instytucje religijne ze swego rodzaju nieufnością (też po to aby odróżnić prawdziwą mistykę od fałszywej), jednak nie negowało się realności takich zjawisk, nie sprowadzało się ich z miejsca tylko do poziomu biologii i psychologii, a na pewno nie zakładało się z gruntu tego, że mistyk jest osobą chorą.
Do tej pory w Indiach czy innych krajach gdzie duchowość ma się „lepiej” – ludzie w sposób naturalny wyczuwają jak ktoś przechodzi przez głębokie mistyczne doświadczenia i często dochodzi do wywyższenia osób, które doznają tego rodzaju doświadczeń.
Myślę więc, że psychologizowanie wszystkiego co duchowe to droga donikąd. Mnie się to nie podoba.
O jakim Bogu mówisz? Ktoś zapyta.
Dla mnie jest jeden Bóg. Przejawia się na różny sposób – dostosowany do indywidualnej percepcji każdego człowieka. Można powiedzieć, że mówi Twoim językiem i objawia się Tobie adekwatnie do tego jak Ty jesteś gotowa/gotów Go zobaczyć. Jednym objawia się przez muzykę, innym przez modlitwę, innym przez medytację, innym przez relację romantyczną, jeszcze inni doświadczają Boga „zajadając się polędwicą” (jak ks. Kaczkowski), albo pijąc w dobrym towarzystwie kawkę czy herbatkę. Można też doświadczać Go w każdym momencie przez wszystko co się dzieje i wszystko co jest. Można pojąć i doświadczyć, że tak naprawdę nie istnieje moment w którym nie ma Boga. Jak głęboko w sercu ta prawda „kliknie” wówczas następuje kres poszukiwań a zarazem ich nowy początek. Każdy moment jest znajdywaniem Boga i odkrywaniem Go na nowo w tym co przychodzi. Bóg również przychodzi w każdym momencie na świat poprzez Ciebie. Poprzez Twoje myśli, emocje, reakcje, działania, słowa. To jak wygląda Twoje życie i jakim jesteś człowiekiem – to pokazuje w jakiego Boga wierzysz, jakiego Boga doświadczasz.
Ostatecznie, w wielu przypadkach, tzw. „duchowy bypassing” po prostu wynika z tego że coś w życiu jawi nam się jako ciemność, niedoskonałość, częściowość. Mamy dosyć tego co przemijające. Cieszymy się pewnymi sprawami, relacjami – a potem one odchodzą i zostajemy z „niczym”.
Następuje seria rozczarowań a czasem ma miejsce kompletne, ostateczne rozczarowanie. Wówczas „duchowy bypassing” jest po prostu instynktownym ruchem w stronę tego co trwałe, niezmienne – czego nie może odebrać nam żadna okoliczność, ani nawet śmierć. I ja wspieram to poszukiwanie.
Uważam też że istnieje rzeczywistość będąca odpowiedzią na tą tęsknotę – i ja tej rzeczywistości doświadczam na co dzień i żyję z nią „za pan brat”. Nie jestem w stanie jej zaprzeczyć.
U źródeł więc „poszukiwanie” tego typu jest po prostu ruchem serca w stronę światła nie mającego początku ani końca. Ten kto doświadcza takiego poszukiwania jest na pięknej ścieżce – i raduję się mogąc powiedzieć: nie oszalałeś/nie oszalałaś. Rozumiem Cię. To za czym tęsknisz jest realne.
Jestem gotów pomóc Ci – na ile potrafię – znaleźć to czego szukasz. Nie jesteś w tym sam/sama. Cały kosmos i całe Niebo wspierają Twoje poszukiwania, aby realne dla Ciebie stało się doświadczenie bycia „w Domu na zawsze”. Możesz temu zaufać.




Dobre treści. Pozdrawiam. Dorota
Bardzo mi się podoba całe to Twoje rozważanie, razem z konkluzją.