Przebudzenie duchowe a psychoterapia
- 6 cze 2025
- 4 minut(y) czytania
Przebudzenie duchowe, odkrywanie Boga w sobie i psychoterapia na pewno nie są tym samym w sensie pojęciowym. Czy psychoterapia polega na tym samym co zdrowa duchowość?
I tak, i nie.
Tak, bo skutkiem psychoterapii i duchowości może być swego rodzaju dobrostan emocjonalny, fizyczny, poprawa zdrowia. Niektórzy w psychoterapii uwzględniają także duchowość jako jeden z obszarów pracy, który może być czynnikiem pomocnym we wracaniu do zdrowia. Teraz zresztą robi się to coraz częściej i mówienie o skuteczności medytacji czy technik Mindfulness, czy duchowości opartej na głębokim doświadczaniu połączenia i relacyjności zakrawa o coś zupełnie oczywistego.
W duchowości jednak chodzi o coś innego, cel jest inny. Czasem jest tak, że zdrowa duchowość może radykalnie pogorszyć zdrowie fizyczne czy psychiczne i doprowadzić do krótszego lub dłuższego okresu dezintegracji tych sfer.
Jest tak m.in. dlatego, że "zdrowie" jest kategorią relatywną. To co jest "zdrowe" z perspektywy naszego społeczeństwa zachodniego może być postrzegane jako chore z perspektywy innego społeczeństwa, i na odwrót.
Z perspektywy naszej kultury raczej będziemy postrzegać osobę, która miewa wizje, intuicyjne przeczucia czy np. słyszy - nie daj Boże ;-) - głos Boga, świętych, przodków itp. raczej jako osobę psychotyczną niż świętą. To, że to jest dla nas oczywiste wynika moim zdaniem nie tyle z wiedzy naukowej, co z niedostatku wiedzy naukowej i z tego, że nauki empiryczne są jeszcze w powijakach. Wielu praw rządzących rzeczywistością jeszcze nie znamy, więc albo negujemy realność różnych zjawisk, albo próbujemy je wyjaśniać metodami, które znamy i na podstawie dostępnej nam wiedzy.
Przytoczę dwie historie z kręgu kultur wschodnich, żeby zobrazować kulturowe różnice w postrzeganiu takich zjawisk.
Współczesny jogin - Sadhguru - w swojej książce "Inżynieria wnętrza" opisuje historię swojego samadhi. Opowiada, że wielokrotnie miał momenty że działanie jego władz intelektualnych, fizycznych, wolitywnych słabło do tego stopnia, że zastygał w bezruchu. Bywało, że takie zastygnięcie to nie była kwestia chwil, ani godzin a dni, podczas których nic nie jadł i nie pił.
Był też moment, że ludzie w Indiach "wyczuli" że przechodzi przez święte doświadczenie i spontanicznie zaczęli oddawać jemu (albo temu co stoi za jego doświadczeniem) cześć.
Wyobrażam sobie, że w naszej kulturze osoba w podobnym stanie raczej szybko byłaby podejrzana o katatonię i raczej prędzej mielibyśmy ochotę poddać ją radykalnemu leczeniu (np. przez elektrowstrząsy), aniżeli mielibyśmy ochotę widzieć w tym coś wzniosłego.
Ramana Maharshi, hinduski guru i nauczyciel, z kolei przewlekle był w stanie wewnętrznego pojednania z rzeczywistością na tak głębokim poziomie, że nie odczuwał potrzeby żadnego działania. W praktyce doprowadziło to do tego, że mówiąc kolokwialnie, robił pod siebie, oraz był bliski śmierci. Z perspektywy psychologicznej osiągnął więc jakieś dno. Jednak, to dno, z perspektywy duchowej wynikało z głębokiego i niewyobrażalnego wewnętrznego doświadczenia i wglądu, które opanowały całe jego jestestwo.
Z całym szacunkiem - praktycznie nikt zajmujący się psychologią nie doświadcza takiej głębi i takiego stanu świadomości. Raczej często poprzestaje się w naszej kulturze na uspokajaniu egzystencjalnych tęsknot i dążeń, wyciszanie ich, sugerowanie gotowych rozwiązań (np. "wyjdź za mąż i nie myśl tyle, trzeba się ustatkować", "najważniejsze są Twoje potrzeby") a nie pójście za ich głosem aż na "skraj przepaści". Jednak uważam, że właśnie ci, którzy bezkompromisowo idą na ten skraj mogą wynaleźć niezwykłe rozwiązania, idee, sposoby życia i doświadczać stanów ducha, które okażą się odpowiedzią na chaos i kryzysy z jakimi zmaga się świat. Czasem na jakimś etapie bardzo trudno może być rozróżnić tego typu niezwykłe doświadczenia od czystego szaleństwa. A może jesteśmy zmuszeni uznać wówczas takie szaleństwo za coś w zasadzie pozytywnego?
Potem Ramana Maharshi został "wyratowany" z tej sytuacji i ostatecznie stał się człowiekiem, który wniósł niezgłębiony wkład w życie innych ludzi i w ludzką historię.
Obie te postaci doznały wewnętrznej integracji - mówiąc językiem psychologicznym - i ostatecznie stały się okazem, a może szczytem "zdrowia psychicznego".
Jednak wyobrażam sobie osoby święte i prorockie, współczesne i dawne, które nigdy takiej integracji w pełni nie doznały. To co mają i miały do przekazania było niezwykłym darem, a jednak społeczeństwo potraktowało te osoby przede wszystkim jako chore i wymagające leczenia, a nie jako skarb. Również sam znam takie osoby. Nie jest niczym trudnym takie osoby spotkać.
"Choroba" może być oznaką zdrowia, piękna i niezwykłej wrażliwości, które nie pozwalają przystosować się do ogarniętego głęboką chorobą społeczeństwa.
Krishnamurti powiedział właśnie: "Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa".
Tak więc, z pewnością, psychoterapia wielu ludziom uratowała i dalej ratuje życie, tak samo jak i leczenie psychiatryczne. Jednak kluczowe jest chyba to, że psychoterapia i leczenie psychiatryczne działa wówczas kiedy doprowadza człowieka do momentu w którym już nie potrzebuje ani leczenia ani psychoterapii. W innym przypadku jest ona nieskuteczna. A przebudzenie duchowe, jeżeli jest autentyczne i prawdziwe, może być właśnie tym co prowadzi do tego, że te środki stają się dłużej niepotrzebne.
Z pewnością, zdarzają się wypaczenia, np. osoby zasłaniają się Bogiem i duchowością i nie spotykają się z własnymi emocjami, traumami, ma miejsce tzw. spiritual bypassing.
Jednak jest możliwy również błąd w drugą stronę - osoba jest zaproszona przez życie, żeby się obudzić i zaufać sobie, własnemu sercu, wewnętrznej mądrości i darom, talentom które są jej dane, a nie wierzy w to, bo woli pozostać w wygodniejszej roli - osoby chorej, zależnej i potrzebującej.
Takie postrzeganie samego siebie przez umysł prowadzi do pewnego zatrzymania i "regresu". Twoja wewnętrzna wiedza, mądrość i piękno które masz do zaoferowania światu nie są widziane przez Ciebie, ani przez nikogo. Zamiast tego uparcie wierzysz, że coś jest z Tobą "nie tak".
Jest to pułapka, którą w takim momencie należy rozpoznać, do głębi sobie uświadomić jej naturę i dzięki temu z niej wyjść.




Komentarze