Rozważania na temat doświadczania boskości
- 3 wrz 2025
- 2 minut(y) czytania
Czym jest boskość? Jak się przejawia?
W swoim sumieniu nie widzę różnicy co do istoty między mną a postacią Jezusa. Był takim samym człowiekiem jak ja. Jego wyjątkowość polegała na tym, że doświadczył niezwykle wysokiego poziomu świadomości. Życiem ukazywał ten poziom i oddał się przekazywaniu go innym – Miłości, która przenika czasy i pokolenia.
Jeżeli katolik powie mi, że Jezus był Bogiem – zgodzę się. Ale wierzę też, że w każdym z nas tkwi potencjał, by stać się Bogiem. Nie kopią Jezusa, nie kimś o identycznej osobowości. Chodzi o boskość rozumianą jako poziom świadomości i zrozumienie własnej natury, którą jest Miłość. Jezus jej Źródło nazywał Ojcem.
Nie doświadczamy własnej boskości głównie przez wychowanie i kulturę. W rezultacie zadowalamy się rolą osób szukających prowadzenia u innych. Godzimy się na mierne życie, choć w głębi serca tęsknimy za czymś większym. Uznajemy to jednak za niemożliwe, nierealne i chcemy "pogodzić się" z przeciętnością.
Ja odkryłem w sobie powołanie twórcze. Do kreacji. W tym sensie czuję się „jako Bóg”. Jestem twórcą i czerpię z tego samego Źródła co Jezus. On jest dla mnie bratem, nie Panem. Nie zależało Mu na kulcie. Chciał jedynie przekazać innym swoją istotę – Miłość:
„Miłujcie siebie nawzajem, tak jak Ja was umiłowałem. Kochajcie swoich nieprzyjaciół.”
W swoim czasie nie znalazł nikogo o podobnym postrzeganiu rzeczywistości. Dzięki odkrytej Pełni posiadł zdolności, które innym wydawały się cudami – panowanie nad żywiołami, uzdrawianie, zmartwychwstanie.
Jednak największym cudem było Jego serce – wolne, przezroczyste, puste z wszelkiego ego. Dzięki temu mógł w sobie pomieścić całą pełnię wszystkich czasów. Dlatego mógł powiedzieć: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” – i nie kłamał.
Niezliczeni święci, mędrcy i wcielenia w różnych religiach świadczyli swoim życiem o tej samej prawdzie: że Niebo jest już tutaj. Królestwo jest blisko nas, w nas. Gdy je posmakujemy, nic mniej nie będzie nas satysfakcjonować. Naturalne staje się pragnienie, by tę błogość dzielić z innymi.
Każdy tęskni za szczęściem. Moje serce karmi jedynie szczęście wieczne – nie uwarunkowane niczym, bez początku i końca, bezkresne. To cud nad cudami.
Pragnę, by ten cud stał się udziałem każdego człowieka, każdego stworzenia. To nie dar dla wybranych. To nasza wspólna natura.




O rany. Nie sądzisz, że okazujesz właśnie osobom wierzącym jeden wielki brak szacunku? Posłuszeństwo i główną relację z PŚ wobec Boga i Jezusa tak poprostu unieważniać? Potrafisz jednym zdaniem wyjaśnić, co musiał robić Jezus, żeby być Synem Bożym a co nie? Słowo świadomość każdy rozumie, jak mu się żywnie podoba. Lepsze jest wymyślone przez wymyślony kilka lat temu New Age poziom świadomości, niż Ewangelia, teologia, cały wysiłek miliardów i duchownych i wiernych, którzy życie oddawali dla wiary Jezusa jako ich Zbawiciela? Albo przynajmniej... próbowali? Nie przeszkadza Ci, że x lat chyba sam znałeś Boga tylko z tych źródeł, a teraz mówisz o nich jakby nie miały żadnej wartości?